Miasto, które samo zwolniło prezydenta
24 maja krakowianie zrobili coś, czego w tym mieście nie zrobił nikt wcześniej. W referendum odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Za odwołaniem głosowało 171 581 osób, przy frekwencji 29,99 procent. Inicjatorzy referendum wyliczali rosnące zadłużenie, zarzuty nepotyzmu, brak przejrzystości, niespełnione obietnice, chaos wokół Strefy Czystego Transportu, droższe bilety i dłużej płatne parkowanie.
To był sygnał bez precedensu: mieszkańcy powiedzieli władzy, że nie wierzą jej na słowo. Od tamtej pory miastem rządzi komisarz, a decyzje, które nie mogą czekać, czekają.
Można było się spodziewać, że kampania po takim referendum będzie wyścigiem na konkrety. Że kandydaci będą się prześcigać w tym, kto dokładniej napisze, co zrobi, za ile i do kiedy. Stało się odwrotnie.
Szesnaście pytań, trzy podejścia, zero odpowiedzi
16 września wysłaliśmy wszystkim zarejestrowanym kandydatom te same szesnaście pytań. O jedną konkretną inwestycję w komunikacji. O nocne wyścigi na Podgórskiej i Kotlarskiej. O pieniądze na patrole, Tempo 30, smog, mieszkania komunalne, dziurę w budżecie. O pierwszą decyzję po objęciu urzędu i o to, czego kandydat nie zrobi, choć bywa obiecywane.
Nie odpowiedział nikt. 3 października ponowiliśmy pytania do dwojga finalistów, Łukasza Gibały i Moniki Piątkowskiej, na adresy, które sami podają na stronach kampanii. Termin minął w czwartek o 23.59. Na stronie ankiety przy obu nazwiskach widnieje to samo: brak odpowiedzi.
Nie chodzi o to, że zlekceważyli jedną redakcję. Chodzi o to, co ta cisza mówi o polityce, jaką nam szykują. Odpowiedź na piśmie wiąże. Można ją wyciągnąć za rok, położyć obok budżetu i zapytać, dlaczego się nie zgadza. Hasło z plakatu nie wiąże nikogo. Kandydat, który unika pisemnych deklaracji, zostawia sobie wolną rękę. Za tę wolną rękę zapłacą mieszkańcy.
Oboje mają sztaby, doradców i ludzi od komunikacji, którzy przez całą kampanię odpisywali na wszystko, co mogło dać nagłówek. Na szesnaście pytań o Kraków nie znaleźli kwadransa. To nie przeoczenie. To wybór.
O czym ta kampania nie rozmawiała
Kraków ma problemy, których nie da się zbyć spotem. Każdy z nich opisywaliśmy na podstawie dokumentów i danych. O każdy pytaliśmy finalistów na piśmie. Na żaden nie odpisali.
- Pieniądze. W budżecie na 2026 rok zapisano 1,15 miliarda złotych deficytu. Sama obsługa długu kosztuje miasto 423 miliony rocznie, czyli pieniądze, które nie pójdą na tramwaje, szkoły ani chodniki. Nowy prezydent przejmie miasto, które przez lata żyło na kredyt. W tej kampanii nie usłyszeliśmy konkretnie, co wytnie, a czego nie ruszy.
- Szpitale. Miejski szpital Narutowicza ma około 120 milionów złotych długu. Miasto pożyczyło mu 35 milionów, połowa poszła do komorników. Pulmonologia wróciła z 15 łóżkami zamiast 40. Decyzja o przyszłości szpitala miała zapaść rok temu. Nie zapadła.
- Kolejki na SOR. W nocy z 5 na 6 października pacjent z niskim priorytetem czekał na SOR-ze Szpitala Rydygiera co najmniej 6 godzin i 53 minuty. W 40 ze 102 pełnych pomiarów z tego tygodnia mediana dla całego miasta przekraczała trzy godziny. Urząd Miasta obiecał odpowiedzieć na nasze pytania o szpitale do poniedziałku.
- Komunikacja. Na tramwaj do Mistrzejowic czekano ponad dwadzieścia lat. Metro wraca w każdej kampanii, w tej także, razem z zapowiedziami pieniędzy od rządu. Tymczasem jesienne remonty paraliżują kolejne dzielnice, a pasażer sam musi szukać informacji o objazdach.
- Powietrze. Kraków pozbył się pieców, ale nie pozbył się smogu ani sporu o to, jak ma wyglądać Strefa Czystego Transportu. Ten spór był jednym z powodów referendum. Na nasze pytanie o smog finaliści nie napisali ani słowa.
- Bezpieczeństwo i mieszkania. Nocne wyścigi na Podgórskiej i Kotlarskiej, brak patroli, rosnące czynsze i kolejki do mieszkań komunalnych. Pytaliśmy o to wprost. Cisza.
Czasy, w których cisza kosztuje więcej
Ta kampania nie toczy się w próżni. Za wschodnią granicą od ponad czterech lat trwa pełnoskalowa wojna. We wrześniu 2025 roku rosyjskie drony wleciały nad Polskę i trzeba je było zestrzeliwać. Kolej, energetyka i urzędy są celem sabotażu i ataków. Państwo, które ma się bronić, potrzebuje miast rządzonych odpowiedzialnie, a nie na pokaz.
Wojna toczy się też w naszych telefonach. Przed wyborami prezydenckimi w 2025 roku państwowy instytut NASK opisał sieci setek fałszywych kont, które powielały linię rosyjskiej propagandy, z obrazami wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję. Do tego masowe SMS-y, które miały skłócać ludzi i podważać zaufanie do wyborów. Cel jest zawsze ten sam: żebyśmy przestali odróżniać fakty od emocji, a w końcu przestali wierzyć komukolwiek.
Krakowska kampania pokazała, jak łatwo ten mechanizm działa także w mieście. We wrześniu dziennikarze TVN24 opisali trzy anonimowe strony na Facebooku, które za 18 do 28 tysięcy złotych wypromowały filmiki zrobione przez sztuczną inteligencję. Atakowały Monikę Piątkowską i miały blisko trzy miliony wyświetleń. Nie wiadomo, kto je prowadził i kto zapłacił. Nie wiemy, czy stały za nimi rosyjskie farmy trolli, czy lokalni spryciarze. Wiemy, że działały tak samo: emocja zamiast faktu, anonim zamiast nazwiska.
Jedna z tych stron nazywała się „Raport krakowski”. Piszemy to wyraźnie: Krakowski Raport nie ma z nią nic wspólnego. Nie płacimy za reklamy polityczne, nie prowadzimy anonimowych profili, a pod każdym naszym tekstem widać, kto za niego odpowiada.
I tu wracamy do kandydatów. Gdy ci, którzy chcą rządzić miastem, nie mówią konkretnie, pustkę wypełniają trolle. Jeśli kandydat nie napisze, co zrobi ze szpitalem Narutowicza, ktoś inny wypuści o tym mem. Milczenie polityków to najlepszy prezent dla tych, którzy chcą nas ogłupiać.
Wstyd ma krakowski adres
W środę 7 października w Sejmie dziennikarka TVP Justyna Dobrosz-Oracz zapytała posła Konrada Berkowicza, czy służył w wojsku. Pytanie zwykłe, a w czasach wojny za miedzą wręcz oczywiste wobec polityka. Poseł odpowiedział: „Rozmawiam z dziennikarzami, a nie z kurtyzanami”. Potem napisał w sieci, że przeprasza „wszystkie kurtyzany”. Nawet szef jego własnej partii, Sławomir Mentzen, przyznał, że Berkowicz przegiął. Dziennikarka zapowiedziała pozew.
Konrad Berkowicz urodził się w Krakowie. Jest posłem z krakowskiego okręgu. Trzy razy, w 2014, 2018 i 2024 roku, kandydował na prezydenta tego miasta. To ten sam polityk, który w październiku 2025 roku przyjął 500 złotych mandatu po tym, jak w krakowskiej IKEI zatrzymano go z częścią niezapłaconych zakupów. Sam nazwał to głupim błędem.
Jako krakowianie mamy prawo powiedzieć to głośno: jest nam wstyd. Nie dlatego, że poseł ma inne poglądy. Dlatego, że w odpowiedzi na proste pytanie obraża kobietę wykonującą swoją pracę, a potem z obrazy robi żart. Miasto Jana Pawła II, Wisławy Szymborskiej i Solidarności z Nowej Huty, miasto, które w maju samo rozliczyło swoją władzę, nie zasługuje na to, żeby w Sejmie reprezentowało je chamstwo.
Berkowicz nie startuje w niedzielę. Ale jego styl wisi nad tą kampanią: zamiast odpowiedzi atak, zamiast argumentu obelga, zamiast rozliczenia rechot w internecie. Właśnie temu trzeba się przeciwstawić przy urnie.
Co zrobić w niedzielę
Nie powiemy nikomu, na kogo głosować. Oboje finaliści mieli tyle samo czasu na nasze pytania i oboje go nie wykorzystali. Powiemy, co zrobić, żeby ten wybór był świadomy:
- Idź głosować. W pierwszej turze głosowało 43,5 procent uprawnionych. Ponad połowa pozwoliła, żeby wybrali za nią inni. Lokale są otwarte w niedzielę 11 października od 7 do 21.
- Nie podawaj dalej anonimów. Jeśli film albo grafika nie ma nadawcy, a ma wywołać złość, to właśnie dlatego ją widzisz. Sprawdź, kto za nią stoi, zanim klikniesz „udostępnij”.
- Czytaj programy, nie memy. Porównaj, co kandydaci obiecali, w naszym zestawieniu obietnic wyborczych. Po wyborach będziemy je rozliczać, punkt po punkcie.
- Pamiętaj o ciszy wyborczej. Od soboty od północy do niedzieli do 21 nie wolno agitować. Nie publikuj w tym czasie treści za ani przeciw kandydatom.
W poniedziałek Kraków będzie miał prezydenta. Dostanie miasto z miliardowym deficytem, szpitalem na kroplówce, kolejkami na SOR-ach i mieszkańcami, którzy już raz pokazali, że potrafią odwołać władzę. Niezależnie od tego, kto wygra, powiemy mu to, co mówimy dziś obojgu kandydatom: od pierwszego dnia będziemy pytać o konkrety. Na piśmie. I będziemy publikować każdą odpowiedź, a także każdy jej brak.
Na zdjęciu: ulica Franciszkańska i wieża ratuszowa na Rynku Głównym w Krakowie. Fot. Łukasz Wyrwik, Pixabay.
Źródła: obwieszczenia Miejskiej Komisji Wyborczej w Krakowie o wynikach referendum z 24 maja 2026 r. i pierwszej tury z 27 września 2026 r.; uchwała budżetowa Krakowa na 2026 r.; dane GUS; odczyty TOPSOR z pacjent.gov.pl zapisywane przez Krakowski Raport; korespondencja redakcji z kandydatami z 16 września i 3 października 2026 r.; komunikaty NASK z maja 2025 r.; TVN24 i Radio Kraków o anonimowych reklamach w kampanii (wrzesień 2026 r.); relacje Polsat News, Wprost i Radia Kraków o wypowiedzi posła Berkowicza (7–8 października 2026 r.) i o zdarzeniu w sklepie IKEA (październik 2025 r.).




