Liczby z niedzieli
Nie trzeba czekać na raport Najwyższej Izby Kontroli. Wystarczy wejść na stronę, na której sami szpitale podają czas oczekiwania na swoich szpitalnych oddziałach ratunkowych. W niedzielę 4 października około południa wyglądało to tak:
- 5. Wojskowy Szpital Kliniczny, ul. Wrocławska: 6 godzin oczekiwania, 21 osób w kolejce, oddział przeciążony.
- Szpital im. Rydygiera, os. Złotej Jesieni: 2 godziny, 16 osób.
- Szpital im. Żeromskiego, os. Na Skarpie: 2 godziny, 18 osób.
- Szpital im. Narutowicza, ul. Prądnicka: blisko 2 godziny, 7 osób.
- Szpital Uniwersytecki, ul. Jakubowskiego: półtorej godziny, 14 osób.
- Uniwersytecki Szpital Dziecięcy, Prokocim: 44 minuty, 3 osoby.
Razem 79 osób czekających na pomoc w jednym momencie, w niedzielę, poza sezonem grypowym. Mediana dla miasta: prawie dwie godziny. Dwa dni wcześniej, w tygodniu, Szpital Uniwersytecki pokazywał 6 godzin i 34 pacjentów w kolejce, Żeromski 4 godziny. Szczyt w Uniwersyteckim przypada między 17 a 21, czyli wtedy, gdy ludzie wracają z pracy i dopiero wtedy mogą pójść z bólem, który nosili cały dzień.
Dla porządku: SOR nie przyjmuje w kolejności zgłoszeń, tylko według triażu. Pacjent „żółty” ma dostać lekarza w ciągu godziny, „zielony” w ciągu dwóch. Sześć godzin to trzy razy więcej, niż przewiduje norma dla najlżejszych przypadków. I to nie jest wyjątek, tylko zwykła niedziela.
Narutowicz: szpital, który stał się komornikiem
Miasto Kraków prowadzi dwa szpitale: Żeromskiego w Nowej Hucie i Narutowicza na Prądniku. Ten drugi od lat tonie. Na koniec 2024 roku miał ponad 130 milionów złotych zobowiązań, audyt zamówiony przez miasto mówił nawet o 160 milionach. W maju 2026 wiceprezydent Stanisław Kracik podawał „około 120 milionów”.
Jak to wygląda w praktyce? Miasto pożyczyło szpitalowi 35 milionów złotych. Połowa, 17,5 miliona, poszła do komorników. Druga połowa na zaległe faktury dostawców. Osobne 2,7 miliona na świadczenia dla pracowników. Wiceprezydent chwalił się potem, że szpital „odzyskał wiarygodność u dostawców” i nie ma ryzyka przerw w dostawach leków i jedzenia dla pacjentów. Zapamiętajmy to zdanie. W 2026 roku sukcesem miejskiego szpitala w drugim mieście Polski jest to, że pacjenci dostaną obiad.
Od 1 marca do końca sierpnia Narutowicz zawiesił dwa oddziały pulmonologiczne, razem 40 łóżek, bo nie miał lekarzy i nie spełniał wymogów NFZ. Chorzy na płuca w mieście, które co zimę ogłasza alerty smogowe. Pulmonologia wróciła 1 sierpnia. Z 15 łóżkami zamiast 40. To nazywa się w komunikatach „nowym rozdziałem”.
Sam Kracik mówił uczciwie: wyjście ze stumilionowego dołka samodzielnie jest dla Narutowicza niemożliwe, miasto musi zdecydować, co z tym zrobić. Rok temu, we wrześniu 2025, ten sam wiceprezydent mówił o połączeniu Narutowicza z Żeromskim i obiecywał plan naprawczy na 15 października. Minął rok. Decyzji nie ma. Jest pożyczka, która poszła do komornika, i prezydent wybierany w przyspieszonych wyborach, bo poprzedniego odwołali mieszkańcy.
Żeromski: ten „dobry” szpital też protestuje
Żeromski jest w tej parze stawiany za wzór: da się zbilansować, da się nie zadłużać. Tyle że w kwietniu 2026 ten wzorowy szpital dołączył do ogólnopolskiego protestu szpitali powiatowych przeciwko niedofinansowaniu. Nowa Huta, 250 tysięcy ludzi, jeden szpital, który sam mówi, że za te pieniądze nie da się dalej pracować. Zderzmy to z dwiema godzinami na jego SOR‑ze w niedzielę.
Co się dzieje, gdy system nie wyrabia
W maju na SOR Szpitala im. Rydygiera trafił 60‑latek w stanie splątania. Został wypisany nad ranem, około trzech godzin czekał pod budynkiem na syna. Dwa dni później wrócił z podejrzeniem udaru i zmarł. Szpital tłumaczy, że pacjent wyszedł sam i nie zgodził się na kontakt z rodziną, zlecił sekcję. Rodzina złożyła skargę do Rzecznika Praw Pacjenta. Nie wiemy, jak skończy się ta sprawa, i nie my ją rozstrzygniemy. Wiemy, że takie historie zdarzają się tam, gdzie na jednego lekarza przypada za dużo pacjentów, a na jednego pacjenta za mało godzin.
Rydygier nie należy do miasta, tylko do województwa. Ale pacjent z Bieżanowa albo Prokocimia nie pyta, kto jest organem założycielskim. Pyta, dokąd ma jechać, żeby ktoś go obejrzał przed północą.
Komentarz: nikt za to nie odpowiada, więc nikt tego nie naprawi
Krakowski system ratunkowy ma sześć drzwi i żadnego gospodarza. Dwa szpitale są uniwersyteckie, jeden wojskowy, jeden marszałkowski, dwa miejskie. Za kolejki na SOR‑ach odpowiada NFZ, za kadry ministerstwo, za długi Narutowicza miasto, a za pacjenta, który siedzi sześć godzin z bólem w klatce piersiowej, nie odpowiada nikt. To jest wygodny układ dla każdego, kto podpisuje się pod komunikatami. Dla nikogo, kto siedzi na krzesełku przed triażem.
Miasto nie jest tu bezradne i nie wolno mu udawać, że jest. Prezydent Krakowa jest właścicielem dwóch szpitali, w tym jednego z komornikiem na koncie. Rada Miasta uchwala budżet, w którym w 2026 roku jest 1,15 miliarda deficytu, a obsługa długu kosztuje 423 miliony rocznie. W tym samym budżecie znalazło się 35 milionów na gaszenie pożaru w Narutowiczu, bez decyzji, co dalej. To nie jest polityka zdrowotna. To jest odkładanie decyzji na następną kadencję.
Następna kadencja zaczyna się za tydzień. 11 października Kraków wybierze prezydenta spośród dwojga finalistów. 16 września i ponownie 3 października wysłaliśmy Monice Piątkowskiej i Łukaszowi Gibale te same szesnaście pytań, w tym pytanie o dziurę w budżecie. Do dziś żadne z nich nie odpisało ani zdania. Ani o Narutowiczu, ani o tym, czy miasto połączy dwa szpitale, ani o tym, skąd weźmie lekarzy na oddziały, które dziś działają na połowie łóżek.
Powiedzmy to wprost: kandydat, który przez trzy tygodnie nie potrafi na piśmie odpowiedzieć na pytanie o finanse miasta, dostanie 11 października klucze do szpitala ze 120 milionami długu. Nie wie, co z nim zrobi, albo wie i nie chce powiedzieć przed głosowaniem. Obie odpowiedzi są złe.
Dlatego od dziś robimy to, czego nie zrobił nikt w tej kampanii. Co tydzień, w tym samym miejscu, będziemy publikować czasy oczekiwania na wszystkich sześciu krakowskich SOR‑ach: w tygodniu i w weekend, rano i wieczorem. Dopóki ktoś, kto bierze za to pensję, nie powie, kiedy te liczby spadną.
Zdjęcie na górze tego tekstu to nie jest konkretny krakowski oddział. To jest sala, która wygląda jak każda inna: puste łóżka, sprzęt na ścianie, światło jarzeniówek. Problem nie w tym, że takich sal nie ma. Problem w tym, że nie ma komu do nich przyjmować.
Gdzie sprawdzić kolejkę na SOR przed wyjazdem
Czasy oczekiwania w krakowskich szpitalach podają na bieżąco serwis pacjent.gov.pl (zakładka SOR) oraz niezależne strony kolejkisor.pl i infosor.pl. Dane są odświeżane mniej więcej co pół godziny w dzień i co godzinę w nocy. W stanach zagrożenia życia nie sprawdzajcie niczego, dzwońcie pod 112 albo 999. W lżejszych przypadkach po godzinie 18 i w weekendy działa nocna i świąteczna opieka zdrowotna, lista punktów jest na stronie krakowskiego oddziału NFZ.
Źródła: kolejkisor.pl i infosor.pl (odczyt 2 i 4 października 2026), Radio ESKA Kraków (13 września 2025 i 26 maja 2026), Fakty Krakowa (3 lutego i 6 sierpnia 2026), TVN24, LoveKraków, o2.pl (18 maja 2026), portal wrzuc.info (kwiecień 2026), projekt budżetu Miasta Krakowa na 2026 rok, korespondencja redakcji ze sztabami z 16 września i 3 października 2026 r.



