Dwa razy ten sam numer

4 października zapytaliśmy Urząd Miasta Krakowa i Narodowy Fundusz Zdrowia, co dalej z długiem szpitala Narutowicza i kolejkami na SOR-ach, na których pacjenci czekają po kilka godzin. Termin: trzy dni. Odpowiedzi nie było. Napisaliśmy artykuł o tym milczeniu, wysłaliśmy ponaglenie — i wtedy przyszło wyjaśnienie: pierwszy mail trafił do spamu.

Tydzień później zapytaliśmy ten sam urząd o zniszczone tamy bobrów przy ul. Bunscha. Odpowiedź przyszła z tym samym zdaniem: pierwsza wiadomość trafiła do spamu.

Dwa razy ten sam filtr antyspamowy, dwa razy ta sama redakcja, dwa razy inny temat. W pewnym momencie przypadek przestaje być wytłumaczeniem i staje się wzorem. Postanowiliśmy ten wzór pokazywać na stronie, a nie tylko wspominać w pojedynczych tekstach, które znikają w archiwum.

Jak to robimy

Metoda jest prosta i nie zmienia się od pierwszego dnia tego serwisu:

  • Pytamy na piśmie, mailem, na podstawie art. 4 ustawy Prawo prasowe, który zobowiązuje instytucje publiczne do udzielania informacji prasie.
  • Zawsze wyznaczamy termin i zawsze piszemy go w mailu, żeby nikt nie mógł potem powiedzieć, że nie wiedział, do kiedy odpowiedzieć.
  • Publikujemy odpowiedź w całości, nie w wybranych zdaniach. Jeśli odpowiedzi nie ma po terminie, piszemy o tym wprost, z datą i nazwą instytucji.
  • Nie negocjujemy treści. Żadna instytucja nie dostaje tekstu do autoryzacji, żaden rzecznik nie decyduje, co z jego odpowiedzi się ukaże.
  • Nie odpuszczamy po jednym mailu. Ponawiamy pytania, pytamy kolejne instytucje, jeśli jedna odsyła do drugiej — tak jak teraz w sprawie bobrów, gdzie pytamy już pięć różnych podmiotów o ten sam metr potoku.

Od dziś ten proces widać na żywo na stronie Rozliczamy: każda sprawa, każda instytucja, każdy termin, z licznikiem w pasku na górze strony, który nie zniknie, dopóki sprawa nie zostanie zamknięta.

Dlaczego to w ogóle robimy

Urząd Miasta Krakowa, NFZ, Zarząd Dróg Miasta Krakowa, Wody Polskie — wszystkie te instytucje istnieją za pieniądze mieszkańców i dla mieszkańców. Odpowiedź na pytanie dziennikarza o to, dlaczego pacjent czeka siedem godzin na SOR-ze albo kto zniszczył siedlisko chronionego zwierzęcia, nie jest grzecznościowym gestem. Jest obowiązkiem. My tylko zapisujemy, czy ktoś się z niego wywiązał.

Małych redakcji lokalnych, które mają czas i upór, żeby pytać, czekać na odpowiedź i pytać ponownie, jest w Polsce niewiele. Łatwiej przedrukować komunikat prasowy niż zadać niewygodne pytanie i go pilnować. My wybieramy to drugie, bo wiemy, że to właśnie tu najczęściej coś się zmienia — a nasz najczęściej czytany tekst w historii serwisu to akurat ten o kolejkach na SOR i milczeniu urzędu. Czytelnicy już nam powiedzieli, co jest ważne.

Niezależni i bez wyjątków

Nie jesteśmy związani z żadną partią, komitetem wyborczym, urzędem ani deweloperem. Serwis utrzymuje się z reklam, w tym z Google AdSense — reklamodawcy nie wybierają tematów i nie widzą tekstów przed publikacją. Nie mamy też ulubionej strony politycznej, której oszczędzamy pytań. Rozliczamy urząd niezależnie od tego, kto w danym momencie nim rządzi, i będziemy to robić dalej, bez względu na to, kto obejmie prezydenturę miasta po tej kadencji.

Jeśli masz sprawę, którą powinniśmy sprawdzić tą metodą — dokument, zignorowane pismo, instytucję, która komuś nie odpowiada — napisz do nas. Możesz zostać anonimowy. My zostaniemy przy telefonie, mailu i kalendarzu, dopóki nie przyjdzie odpowiedź.

Na zdjęciu: Pałac Wielopolskich przy pl. Wszystkich Świętych w Krakowie, siedziba Urzędu Miasta Krakowa od 1864 roku — adresat większości naszych pytań. Fot. Ludvig14, Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 3.0.