To jest komentarz redakcji. Fakty i podstawy prawne wskazujemy na końcu tekstu. Oceny są nasze. Nie odnoszą się do winy osób, wobec których toczą się postępowania - tym przysługuje domniemanie niewinności.

Dwie miary, jedno państwo

Zestawmy to bez komentarza, bo sam fakt wystarczy.

Hulajnoga elektryczna. Prawo wymaga, żeby jej konstrukcja ograniczała prędkość do 20 km/h. Nie „zalecało". Nie „sugerowało". Konstrukcja ma nie pozwolić. Jedziesz przepisowo, a i tak funkcjonariusz może sprawdzić, czy blokada jest na miejscu. Nie ma jej - masz problem.

Rower elektryczny. Silnik do 250 W, wspomaganie odcina się przy 25 km/h. Chcesz szybciej? To już S-pedelec: rejestracja, ubezpieczenie, prawo jazdy kategorii motocyklowej.

Samochód osobowy. Brak górnego limitu w homologacji. Możesz kupić auto, które w salonie chwali się prędkością maksymalną ponad 250 km/h, przyspieszeniem do setki w cztery sekundy i przyciskiem „sport". Wszystko legalne. Żaden policjant nie sprawdzi „blokady", bo takiej blokady prawo nie wymaga.

Czyli: pojazd, którym można rozjechać człowieka na chodniku, państwo puszcza wolno. Pojazd, na którym najczęściej rozbija się sam jeżdżący, państwo skręca fabrycznie.

Ktoś powie: kierowca ma prawo jazdy i odpowiedzialność. Zgoda. Tylko że w sobotę przy ul. Solnej odpowiedzialność nie zatrzymała samochodu na krawężniku. Zginęło dwoje 32-letnich rodziców, a ich niespełna roczne dziecko trafiło do szpitala. Według wstępnych ustaleń biegłego auto mogło jechać 70-80 km/h tam, gdzie wolno 30.

Technologia już istnieje. Prawo pozwala ją wyłączyć

Najbardziej gorzki jest ten fragment, bo pokazuje, że problemem nie jest brak rozwiązań.

Od 7 lipca 2024 roku każdy nowy samochód sprzedawany w Unii Europejskiej musi mieć inteligentnego asystenta prędkości (ISA). Kamera czyta znaki, system wie, ile wolno jechać, i potrafi ograniczyć moc silnika.

A teraz najlepsze: kierowca może go wyłączyć. System wraca po ponownym uruchomieniu auta, ale kilka dotknięć ekranu i znowu jest cicho. Powstał więc mechanizm, który umie zapobiec dokładnie takim tragediom - i od razu wyposażono go w wyłącznik.

Hulajnodze blokady wyłączyć nie wolno. Samochodowi - proszę bardzo.

Trzy rzeczy, których w prawie brakuje

Po pierwsze: definicja „zabójstwa drogowego". Dziś świadome rozpędzenie auta do dwukrotności dopuszczalnej prędkości w miejscu, gdzie chodzą ludzie, i zabicie kogoś to wciąż „wypadek", czyli czyn nieumyślny. Nikt nie żąda karania za pomyłkę. Chodzi o rozróżnienie między błędem a świadomym stwarzaniem śmiertelnego zagrożenia.

Po drugie: nieuchronność zamiast surowości. Można podnosić widełki kar w nieskończoność i nic to nie da, jeśli w tych samych miejscach, o tych samych godzinach, przez lata można łamać przepisy bez konsekwencji. Kolejne zakazy prowadzenia nie mogą być kolekcjonowane jak karty - muszą oznaczać realne odebranie możliwości jazdy.

Po trzecie: konsekwencje, które coś kosztują. Wysokie i egzekwowane kary finansowe, przepadek pojazdu przy rażących naruszeniach, a przy tym praca na rzecz tych, którzy ucierpieli. Niech skazani za takie czyny odpracowują je w ośrodkach rehabilitacyjnych - tam, gdzie ofiary wypadków uczą się od nowa chodzić. Nic tak nie tłumaczy skutków, jak ich zobaczenie.

Po co komu 300 km/h w mieście

To pytanie brzmi radykalnie tylko do momentu, w którym zada się je serio.

Do czego, w kraju z ograniczeniem 140 km/h na autostradzie, potrzebny jest samochód rozpędzający się do 250 czy 300 km/h? Odpowiedź „bo lubię" jest szczera, ale nie jest argumentem w sprawie, w której stawką jest cudze życie.

Nikt nie proponuje odbierania ludziom aut. Ale pytanie o homologację - o to, czy w ogóle wolno wprowadzać do ruchu miejskiego pojazdy o parametrach torowych bez żadnych dodatkowych wymagań wobec kierowcy - jest pytaniem uzasadnionym. Ciągniesz ciężary, jeździsz zawodowo, masz realną potrzebę mocy? Proszę bardzo: dodatkowe badania, dodatkowe uprawnienia, wyższe wymagania. Tak jak przy motocyklu o dużej pojemności.

Dlaczego żadna partia tego nie ruszy

Powód jest prozaiczny i dlatego wstydliwy: kierowcy głosują. Jest ich miliony, są zorganizowani w mediach społecznościowych i potrafią karać przy urnie. Każdy, kto zaproponuje twarde egzekwowanie prędkości, usłyszy, że „uderza w zwykłych ludzi", „robi z kierowców dojne krowy" i „ogranicza wolność".

I dlatego politycy mówią o bezpieczeństwie wyłącznie w tygodniu po tragedii. Potem temat znika - aż do następnej.

Trzy lata temu przy moście Dębnickim w Krakowie zginęło czterech młodych mężczyzn. Auto jechało 162 km/h przy ograniczeniu do 40, bez śladów hamowania. Mówiła o tym cała Polska. Rok później dziennikarze wracali w to samo miejsce i opisywali, że ścigano się tam nadal.

Tyle jest warte oburzenie, po którym nie idzie zmiana prawa.

Czego żądamy

Nie jako publicystyka - jako lista, którą można odhaczyć.

  • Zdefiniowania „zabójstwa drogowego" w kodeksie karnym, z wyraźnym oddzieleniem błędu od świadomego stwarzania śmiertelnego zagrożenia.
  • ISA bez wyłącznika - przynajmniej dla kierowców po prawomocnym wyroku za rażące przekroczenie prędkości i dla młodych stażem.
  • Realnej nieuchronności: egzekwowania zakazów prowadzenia i twardych konsekwencji za ich łamanie.
  • Przeglądu zasad homologacji pojazdów o parametrach torowych oraz dodatkowych wymagań wobec ich kierowców.
  • Pracy na rzecz ofiar jako stałego elementu kary.
  • Nocnych kontroli tam, gdzie naprawdę się ścigają - a nie tam, gdzie łatwiej o statystykę.

Co zrobimy z tym tekstem

Deklaracja, nie apel.

Wysyłamy te pytania do wszystkich kandydatów na prezydenta Krakowa oraz do krakowskich posłów wszystkich klubów. Zapytamy wprost: czy poprą zdefiniowanie zabójstwa drogowego i ISA bez wyłącznika dla recydywistów.

Odpowiedzi opublikujemy w całości w ankiecie. Ciszę też opublikujemy - z nazwiskami i datą wysłania pytania. Bo brak odpowiedzi w takiej sprawie jest odpowiedzią.

Deklaracje trafią do rejestru obietnic. Za rok wrócimy i sprawdzimy, kto co z tym zrobił.

Na koniec

Opinia publiczna ma dość - to widać w każdej dyskusji po każdym takim zdarzeniu. Problem w tym, że oburzenie ma krótki termin przydatności. Za dwa tygodnie wróci normalność: te same ulice, te same silniki bez tłumików, ten sam brak reakcji na zgłoszenia.

Chyba że tym razem ktoś zamieni oburzenie w przepis.

Samochód nie jest narzędziem do leczenia kompleksów, a droga publiczna nie jest prywatnym torem wyścigowym. To powinno być oczywiste. Skoro nie jest - trzeba to w końcu zapisać w prawie.

Masz zdanie w tej sprawie? Znasz miejsce, gdzie dzieje się to u Ciebie? Napisz do nas. Zbieramy głosy i adresy - i będziemy je przedstawiać tym, którzy mogą coś zmienić.

Podstawy faktyczne: wymóg konstrukcyjnego ograniczenia prędkości hulajnogi elektrycznej do 20 km/h oraz parametry roweru elektrycznego (silnik do 250 W, wspomaganie do 25 km/h) wynikają z przepisów ruchu drogowego; powyżej tych wartości pojazd jest traktowany jako S-pedelec i wymaga rejestracji, ubezpieczenia i prawa jazdy. Obowiązek wyposażania nowych samochodów sprzedawanych w Unii Europejskiej w inteligentnego asystenta prędkości (ISA) obowiązuje od 7 lipca 2024 roku; system włącza się przy każdym uruchomieniu pojazdu, ale kierowca może go tymczasowo wyłączyć. Dane dotyczące wypadku przy ul. Solnej z 22 sierpnia 2026 roku pochodzą z ustaleń policji i prokuratury cytowanych za PAP i „Gazetą Krakowską"; dane dotyczące wypadku przy moście Dębnickim z 15 lipca 2023 roku - z ustaleń prokuratury podawanych przez media ogólnopolskie. Nie publikujemy nazwisk ani wizerunków osób, wobec których toczą się postępowania. Zauważyłeś błąd? Napisz - poprawimy i odnotujemy.